Dlaczego lubię tanie podróże? Pocztówka z Grecji.

Chania.
Chania.

Podróże już dawno przestały być towarem ekskluzywnym, takim dla ludzi bogatych. Dziś wystarczy jedynie być bogatym w chęci i odrobinę ogólnodostępnej wiedzy. O tym napiszę dzisiaj. Poszczególne akapity przeplotę też kilkoma zdjęciami z mojej ostatniej wycieczki. Enjoy!

Podróżowałem dawno…

Zacznijmy od tego, że podróżami zaraziła mnie moja mama. Tata był typowym typem domatora i wyciągnięcie go na jedną jednodniową wycieczkę w ciągu roku to był już wyczyn. Z mamą z kolei zacząłem poznawać różne miejsca w Polsce jak tylko zacząłem coś więcej kumać, czyli w wieku około 4-5 lat. Na początku były to wyjazdy do wujostwa do Łodzi, zwiedzanie tego miasta oraz wypady do Częstochowy oraz Warszawy. Później zdarzyły się także wspólne wycieczki z ciocią i wujkiem, podczas których zwiedzaliśmy m.in. centralną Polskę oraz po raz pierwszy odwiedziłem polskie morze. Nie bez znaczenia pozostały też finansowane przez rodziców wycieczki szkolne. Miałem to niebywałe szczęście, że zawsze trafiałem na wychowawców, którzy chętnie i stosunkowo często organizowali różne wycieczki. Jeśli mnie pamięć nie myli, to nie odpuściłem żadnej wycieczki. Dzięki temu zaliczyłem m.in. Kraków, Wrocław, Sudety, litewskie wybrzeże (Kłajpedę i Pałangę) oraz czeską Pragę. Wtedy były to dla mnie (jak dla większości półmózgów w wieku szkolnym) pewien rodzaj ucieczki od lekcji. Przecież ci, co nie jechali, musieli iść na lekcje. Masakra, nie?

Tylko szkolne wycieczki miały pewne wady. Pierwsza wiadomo. Starsza, nawiedzona pani, która w dzień pełniła rolę przewodnika wycieczek, po południu anestezjologa (zdolność usypiania mową), a w nocy straszyła w lokalnych zamczyskach. Druga? Mimo flegmatycznych wywodów o historii kafelków, na których stoimy, zawsze wszystko musiało odbywać się w biegu. Nie specjalnie był czas, aby samemu przyjrzeć się interesującym atrakcjom. Grupa szła do przodu, a każdy gapa opóźniający resztę musiał liczyć się z czterdziestką szyderczych spojrzeń w momencie zdemaskowania. A i tak zawsze atrakcją dnia był Mak.

Czasy współczesne

Po ukończeniu liceum udało mi się zorganizować pierwszy w pełni samodzielny wyjazd (zarówno planowanie, jak i sama podróż). Był to kilkudniowy wypad nad morze z moją dziewczyną. Później było już tylko łatwiej. Do Polski zawitał PolskiBus, czyli niskokosztowy przewoźnik autokarowy. Wkrótce pojawiło się takich firm więcej. Co najlepsze, moda na tanie bilety dotknęła też lotnictwo. Dzięki temu ogromny skok przeżyły takie linie jak Ryanair, czy Wizzair. Warunki do podróżowania stały się wręcz idealne.

Potrzeba matką wynalazku

Nikt nie uczył mnie taniego podróżowania. Szukanie okazji i rezygnowanie ze zbędnych wydatków przyszło wraz z ograniczonym studenckim budżetem. Wtedy zauważyłem, że da się zobaczyć naprawdę dużo, nie wydając przy tym fortuny. Wystarczy odrobina chęci, zaangażowania i czasu. Samemu można stworzyć produkt dopasowany w 100% do naszych wymagań. Po co płacić za bilet do katedry, jeśli kościoły nas niezbyt interesują. Po co płacić kilkadziesiąt złotych za przejazd, jeśli inny przewoźnik zabierze nas za ułamek tej kwoty. Po co mieszkać w pięciogwiazdkowym hotelu z allinclusive, jeśli z powodzeniem wystarczy nam wygodne łóżko w standardowym pokoju z łazienką i co najwyżej śniadanie. A może nawet zadowolimy się miejscem w hostelu?

 



 

Miałem zamiar rozpisać się na temat poszczególnych zasad taniego podróżowania i bezsensownych argumentów „przeciw” ze strony całkiem niemałej grupy społeczeństwa, ale… nie mam już siły i chęci na udowadnianie swoich racji. Najlepiej pokażę przykład, a sami wyciągniecie odpowiednie wnioski i przemyślenia.

Bardzo fajnie i dokładnie jest to opisane w artykule na portalu czasopisma National Geographic Traveler. Link tutaj.

Z życia wzięte, czyli przykład taniej wyprawy

Dwa dni temu wróciłem z tygodniowej wyprawy do pięknej Grecji. Dopiero zeszło mi ze skóry zaczerwienienie odkrywając piękną opaleniznę. Przypomnę, że mamy październik, a w Polsce pojawiły się poranne przymrozki nawet do -6 stopni.

Podróżowałem wraz z moją dziewczyną. Każdy dzień spędziliśmy na aktywnym zwiedzaniu. Zobaczyliśmy prawie wszystko, co chcieliśmy zobaczyć.

Ruszyliśmy z lotniska Chopina w Warszawie. Lot o godzinie 16:00 do Aten liniami lotniczymi Aegean przebiegł bez opóźnień i zakłóceń. Na pokładzie otrzymaliśmy posiłek. Całkiem smaczny jak na samolotowe żarcie.

Specjały kuchni linii Aegean. To podobno jakieś typowo greckie danie.
Specjały kuchni linii Aegean. To podobno jakieś typowo greckie danie.

Po wylądowaniu w Atenach przesiedliśmy się na lot liniami Ryanair do Chanii – jednego z największych miast na Krecie. Podobnie jak poprzednio lot przebiegł bez zastrzeżeń.

W Chanii przywitała nas pogoda, która mogłaby być lepsza. Niebo było zachmurzone. Występowały przelotne opady. Wiał jednak bardzo ciepły wiatr, który w połączeniu z temperaturą na poziomie ok. 23 stopni stwarzał całkiem dobre warunki do zwiedzania. Od razu wybraliśmy się na spacer po Chanii.

Dotarliśmy do wschodniego wybrzeża Chanii, gdzie podziwialiśmy potęgę fal.
Dotarliśmy do wschodniego wybrzeża Chanii, gdzie podziwialiśmy potęgę fal.

Następnie około południa udaliśmy się do naszego miejsca zakwaterowania wcześniej robiąc drobne zakupy w lokalnym markecie. Okazało się, że wynajęliśmy apartament. Własna kuchnia z pełnym wyposażeniem, własna łazienka z prysznicem, własny taras, no i sypialnia z dużym wygodnym łóżkiem oraz szafą i TV. Oczywiście było też WiFi. Dobrą decyzją okazało się także dokupienie śniadań. Za cenę 2 euro/os. otrzymywaliśmy codziennie zestawy: rogalik 7days, sucharki (popularne w Grecji), masło, dżem, miód, napoje owocowe, herbatę, kawę, cukier i krakersy. W połączeniu z dokupionym przez nas chlebem i paczką wędliny, była to idealna propozycja na śniadanie.

Dalej w skrócie: spacer nocą po Chanii, jej przepięknym porcie zachodnim i tętniących życiem niesamowicie klimatycznych uliczkach, wyprawa na plażę Agia Marina i brodzenie w czystym i bardzo ciepłym Morzu Kreteńskim, zwiedzanie zabytków Chanii, rejs statkiem na wyspę Gramvousa i zwiedzanie twierdzy na jej szczycie, rejs dalej na zapierającą dech lagunę Balos, opalanie i kąpiel w morzu

W Atenach mieszkaliśmy w całkiem zadbanym pokoju ze wspólną łazienką. Podobnie wykupiliśmy śniadania. Forma szwedzkiego stołu pozwalała najeść się do syta, a wybór był spory. Atrakcje: zwiedzanie zabytków Aten, Akropolu i budowli towarzyszących, zwiedzanie portu w Pireusie, opalanie i kąpiel w morzu na plaży Fisvos Marina.

Powrót liniami Ryanair do zimnej Polski.

Za wszystkie loty i wszystkie noclegi w hotelach ze śniadaniami, transfery lotniskowe i transport lokalny, rejs statkiem oraz ubezpieczenie turystyczne zapłaciliśmy około 770zł/os. Pozostałe atrakcje były darmowe. Podobne oferty w biurach podróży zaczynają się od 1200zł. Oczywiście można jeszcze taniej 😉

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz