„Do widzenia! Dobranoc! Cześć… Giniemy”

9 maja oddajemy hołd osobom, które zginęły w katastrofie lotniczej samolotu Ił-62M Polskich Linii Lotniczych LOT w Lesie Kabackim.

Jest pogodny wiosenny dzień. Nieco silniejszy niż zwykle wiatr szumi między budzącymi się do życia drzewami. Gdzie indziej pewnie radość tętniłaby nieskończona z powodu nadchodzącego lata. Tu jest inaczej. Tu szepcą już cicho dusze tych, których życie gwałtownie prysło. Jak bańka mydlana. Jak domek z kart zburzony nagłym podmuchem.

Znowu szumi las. Szumi ciszą krzyku 183 ofiar i echem głosu kapitana mówiącym Dobranoc! Do widzenia! Cześć… Giniemy.

Las Kabacki, 9 maja 1987 roku

Dlaczego?

Przyczyną katastrofy okazało się wadliwie wykonane łożysko, które doprowadziło do stopienia wału turbiny w silniku nr 2, a następnie jego złamania. Szczątki pękniętej turbiny poważnie uszkodziły także sąsiedni silnik nr 1 doprowadzając do jego awarii. Uszkodzeniu uległy także niemal wszystkie układy przebiegające przez ogon samolotu, w tym usterzenie i elektryka. Sytuację dodatkowo pogorszył pożar, który unieruchomił m.in trymer używany przez pilotów jako ostatni działający układ sterowania maszyną. Ił-62M rozbił się kilka kilometrów od pasa.

 



 

Czy można było coś zrobić?

Jestem przekonany, że piloci podjęli słuszne decyzje. Do ostatnich chwil próbowali zrobić wszystko, by z tak ekstremalnie trudnej sytuacji wyjść cało. Działali zgodnie z procedurami. Szybko podjęli decyzję o powrocie na pas 33 w Warszawie. Bliżej znajdowało się lotnisko w Modlinie oraz pasy 11 i 15 na Okęciu, do których można było podejść bez dodatkowego okrążania. Jednak weźmy pod uwagę, że modlińskie lotnisko w tamtym czasie było lotniskiem wojskowym, znacznie słabiej wyposażonym, a także bez szybkiego dostępu do służb ratunkowych. Lądowanie zakończyłoby się najprawdopodobniej pożarem, a pomoc dotarłaby z dużym opóźnieniem. Z kolei lądując na pasach 11 i 15 samolot miałby silny wiatr w ogon, co w połączeniu ze zbyt dużą wagą maszyny mogłoby doprowadzić do utraty siły nośnej i upadku przed pasem. Pas 33 wydawał się najlepszym wyjściem. Zabrakło jedynie czasu i wysokości. Zniszczenia postępowały zbyt szybko.

Po latach…

Dziś obejrzałem jeszcze raz dokument o katastrofie w Lesie Kabackim. Zabawne. Do samego momentu uderzenia w ziemię miałem nadzieję, że jeszcze im się uda. Chciałem, żeby im się udało. Niestety, życie toczy się dalej tak samo. Dziś mija już 29 lat od katastrofy. Jednak z pełną odpowiedzialnością możemy stwierdzić, że po tym czasie latamy o wiele bezpieczniej niż wówczas. Jest to także wynik wniosków, do których doszło po 9 maja 1987 roku. To właśnie wtedy wprowadzono po raz pierwszy szereg rozwiązań, które dzisiaj stosowane są w maszynach na całym świecie. I tak dzieje się za każdym razem. Po każdej katastrofie. Choć to nauka o smaku łez, to jednak owocująca uchronieniem kolejnych milionów pasażerów podróżujących codziennie wysoko nad ziemią. Wsiadając następnym razem do samolotu pomyślmy przez chwilę o tych, dzięki którym będzie nam dane dolecieć bezpiecznie na miejsce. O bohaterach.

Czy katastrofy zniechęcają mnie do latania? Nie, ani trochę.

[grwebform url=”https://app.getresponse.com/view_webform_v2.js?u=B4GI7&webforms_id=7490004″ css=”on” center=”off” center_margin=”200″/]

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz