Historia o spełnionych marzeniach

Tadeusz Wrona i jego Boeing 767

Książkę Tadeusza Wrony przeczytałem na trzy podejścia. Jednak spokojnie można tego dokonać na raz. Mnie ograniczał jedynie czas, którego w natłoku codziennych obowiązków nie miałem zbyt wiele. W dzisiejszym wpisie krótka refleksja po lekturze książki „Ja, Kapitan”.Nie będzie to ani recenzja, ani streszczenie, ani chyba żadna oficjalnie usystematyzowana forma literacka. Albo wszystkie po trochu. Zaczynamy!

Kapitana Tadeusza Wronę większość społeczeństwa miała okazję poznać na początku listopada 2011 roku. Wtedy to pełnił rolę kapitana w Boeingu 767 Polskich Linii Lotniczych LOT lecącego z Newark do Warszawy. To, co na ogół wiemy na temat tego lotu to to, że lądowanie nastąpiło bez wysuniętego podwozia. Na brzuchu. Mniej osób wie, że czyn ten był pierwszym tego typu na świecie. Jeszcze mniej osób wie, jaki był przebieg lotu i co było przyczyną awarii. A już tylko nieliczni wiedzą, co działo się w kokpicie w ciągu kilku godzin lotu oraz o czym przez cały czas myślał kapitan. O tym właśnie przeczytacie w książce. Cały lot, a nawet to, co działo się bezpośrednio przed nim, jest opisany z punktu widzenia kapitana. Jest mowa nie tylko o czynnościach, jakie podejmował, ale także o emocjach, jakie przeżywał i o czym myślał w obliczu zagrożenia. Napiszę tylko, że prawdopodobnie można to brać za przykład niebywałego opanowania i skupienia na problemie. Więcej szczegółów znajdziecie w książce w formie kartek z pamiętnika.

Ciekawa moim zdaniem jest forma książki. Czytając pierwszy rozdział mamy wrażenie jakbyśmy oglądali film. Pamiętacie chociażby serial LOST Zagubieni? Szczególnie w pierwszej serii, gdy poznajemy bohaterów, mamy do czynienia z podobnym zabiegiem. Główna akcja opiera się o wydarzenia bieżące, czyli to, co dzieje się po rozbiciu na wyspie. Co chwilę jednak przenosimy się do przeszłości, by poznać pewne istotne wydarzenia z życia bohaterów. Podobnie jest w tej książce. Jednocześnie przygotowujemy się do lotu i lecimy rejsem z Newark do Warszawy oraz cofamy się o kilkadziesiąt lat do czasów najpierw dzieciństwa, później wieku młodzieńczego, szkoły średniej, studiów i w końcu obrania drogi prowadzącej do kokpitu B787 Dreamliner. Dowiadujemy się, że lotnictwo początkowo nie zajmowało czołowej pozycji w życiu kapitana Wrony. Później, że wymagało nie lada poświęcenia. Jeszcze później, że mało brakowało, a największe marzenie (defacto o zostaniu pilotem liniowym) nie mogłoby zostać zrealizowane.

W drugim rozdziale poznajemy poszczególne samoloty, którymi latał kpt. Wrona. W zasadzie, to są one niejako pretekstem (choć bardzo istotnym) do opowiedzenia kolejnych przygód i sytuacji, przyczyn i skutków, które ostatecznie stworzyły grunt pod wielką karierę wielkiego pilota, który dokonał niemożliwego. Pod koniec książki znajdziemy także wspomnienia osób, które z różnych powodów i na różny sposób były blisko zdarzeń z 1 listopada 2011. Przeczytamy wypowiedzi m.in. żony Tadeusza Wrony, czy też pasażerów lotu.

Książka zajmuje honorowe miejsce w moim zbiorze, a uwierzcie, że bardzo niewiele książek zostaje u mnie na dłużej. Wiecie czego mnie nauczyła?

 



 

Wtedy byłem pewien, że człowiek może dokonać wszystkiego, spełnić każde swoje marzenie, jeśli tylko z odpowiednim uporem dąży do celu.

Każde marzenie da się zrealizować. Każdy z nas ma prostszą lub bardziej krętą drogę przed sobą. My zaczynamy wątpić w swoją widząc, że inni dotarli już do celu. Ale widzimy tylko wynik, rezultat, wierzchołek góry. Ten stan, do którego ta osoba również musiała dojść swoją drogą. Kto wie, czy nie bardziej krętą niż Twoja? Ale ona szła…

A Ty?

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

One Reply to “Historia o spełnionych marzeniach”

  1.  



     

  2. Ja też idę i czuję, że mam coraz bliżej. Aczkolwiek nie każdy drogę ma łatwą, chociażby mój kuzyn chciał być pilotem i to… i ma problemy ze wzrokiem i go to wykluczyło.

Dodaj komentarz