Krótki wywód o Szymanach i pierwszy lot do Londynu Stansted

1 listopada 2016 roku miał miejsce pierwszy lot linii Ryanair z lotniska w Szymanach do Londynu Stansted. Prywatnie postanowiłem wziąć udział w tym „wydarzeniu” głównie z czystej ciekawości. Minirelację na żywo prowadziłem na fanpage na Facebooku. Szerzej o szczegółach i wrażeniach, a także krótko o samym lotnisku w dzisiejszym wpisie.

 

Pierwsze lotnisko w tym regionie

O Porcie Lotniczym Olsztyn-Mazury w Szymanach słyszeli już pewnie wszyscy lub prawie wszyscy. Lotnisko zostało zbudowane mniej więcej w podobnym okresie co lotnisko w Radomiu, przez co jest niezwykle często doń porównywane. Równie często stanowi jeden z głównych argumentów dla przeciwników regionalnych portów lotniczych wytykających im nierentowność i ogólnie pojętą nieopłacalność na każdym kroku. Tymczasem lotnisko radzi sobie bardzo dobrze. Od początku istnienia operowały na nim linie SprintAir z lotami krajowymi, później dołączyła słoweńska Adria operująca do Monachium. Jeśli to nie robiło jeszcze dużego wrażenia, to o sukcesie startu EPSY mogło świadczyć rozpoczęcie lotów do Londynu Luton przez węgierskiego Wizzaira oraz pojawienie się w rozkładzie Ryanaira lotów z Szyman do Londynu Stansted. Całości dopełnia jeszcze całkiem spory udział ruchu prywatnego i General Aviation.

Byłem obecny zarówno przy pierwszym locie Wizzaira, jak i Ryanaira. W pierwszym przypadku niestety jedynie jako obserwator zza ogrodzenia oraz z jakże pięknego tarasu widokowego. W locie do Londynu Stansted miałem przyjemność uczestniczyć już jako pasażer.

 



 

 

Airbus do Luton

Po przylocie samolotu linii Wizzair miało miejsce uroczyste przywitanie. Zgodnie z pięknym zwyczajem salutu wodnego, piloci tuż po zjechaniu z pasa, zostali przywitani przez wozy strażackie strumieniami wody skierowanymi ku górze. Później Airbus A320 dokołował na swoje stanowisko postojowe i już wkrótce był gotowy na przyjęcie pierwszych gości z Mazur. Frekwencja dopisała. Choć nie byłem obecny wewnątrz samolotu, na oko mogę stwierdzić, że wypełnienie (LF) sięgało 90-100%. Tym, którzy zdecydowali się przecierać podniebne szlaki między Mazurami a Londynem, linia Wizzair przygotowała świetne atrakcje. Był tort, część uroczysta, pamiątkowa tablica, na którą każdy mógł się wpisać, a także pamiątkowe zdjęcia. Zdecydowanie, nawet oglądając całość z zewnątrz dało się odczuć, że jest to pewnego rodzaju „małe święto”.

 

Lecę do Londynu wyjątkowo nie z Warszawy

Nie będę ukrywał. Trochę nakręciłem się na debiutanckie loty dzięki tej inauguracji Wizzaira. Dlatego szybko skorzystałem z atrakcyjnych cen biletów na pierwszy lot Ryanaira. W końcu nadszedł ten dzień.

1 listopada zazwyczaj chodzi się na groby. Nie raz jeszcze udowodnię, że nie jestem normalny. Po południu wsiadłem do samochodu i pognałem na lotnisko. Google Maps pokazywało ponad 2 godziny i 40 minut drogi. Dodajmy do tego spory ruch w tym dniu i obfite opady śniegu i deszczu, by ostatecznie zjawić się na lotnisku po nieco ponad 3 godzinach jazdy. Nie jest to dla mnie nic nadzwyczajnego. Na Okęcie jadę 5 godzin.

Docieram z lekkim zapasem, 10 minut przed otwarciem odprawy bagażowej. Wizyta w toalecie, a później rzut oka na płytę lotniska i już mogę nadawać swoją walizkę. Idzie szybko, sprawnie i bez problemów.

 

Trochę przygód

Później przy stanowiskach kontroli bezpieczeństwa czekała mnie najdłuższa i najbardziej szczegółowa kontrola w życiu. Nie wiem czy to dobrze. Sądzę, że można przeprowadzić dokładną kontrolę bez wyciągania wszystkich rzeczy na wierzch. Luton, Stansted, Ateny, Budapeszt, polskie lotniska – wszędzie szło szybko i sprawnie. Ale cóż. Przyjmijmy do celów artykułu, że chodziło o bezpieczeństwo.

Później miałem niemałe problemy z płatnością kartą, które zmusiły mnie do wycieczki do jedynego (!) bankomatu na lotnisku, który znajduje się w strefie ogólnodostępnej. Tłumaczenie strażnikom, że nie jesteś terrorystą i chcesz tylko wyciągnąć swoją gotówkę z konta i zapłacić nią za zakupy  – bezcenne. W dodatku działanie bankomatu też zostawia wiele do życzenia. Wydaje się, że problemy z internetem nie zostały jeszcze zażegnane.

 

Czekamy na lot

Na lotnisku w Szymanach są obecnie dwie bramki. Jedna „ogólnodostępna” i druga, do której wejścia strzegą strażnicy w punkcie kontroli paszportowej. My, rzecz jasna, korzystamy z tej drugiej. Dowody osobiste sprawdzone i wchodzimy do strefy oczekiwania na boarding. Do dyspozycji mamy sporą ilość miejsc siedzących. Wszyscy oczekujący na lot pasażerowie znaleźli dla siebie wolne siedzenie. Przestrzeń nie jest może oszałamiająco duża, ale mamy dostęp do toalet i dwóch automatów. Niestety jeden z nich, jedyny w którym można nabyć wodę mineralną, nie działa. Nie mam ochoty na nic z bąbelkami. Muszę więc kupić Oshee – jedyny niegazowany napój w drugim, działającym automacie. Ceny wiadomo – lotniskowe, ale do przeżycia.

Wkrótce na pasie pojawia się Boeing 737-800 linii Ryanair. Niestety jako „nikt ważny” nie miałem możliwości znaleźć sobie ciekawszego miejsca do robienia zdjęć. Szyby powodują straszne odbicia, przez które niewiele widać. Zrobienie jakiegokolwiek zdjęcia tego, co się dzieje na zewnątrz, graniczyło z cudem. Miałem przy sobie lustrzankę, ale uznałem, że nie ma sensu jej wyciągać. Z tej perspektywy i tak żadne dobre zdjęcie by nie wyszło.

 



 

Samolot został powitany jedynie przez marshallera, który pomógł trafić Boeingowi na odpowiednie stanowisko. (faktycznie! tak ich tam dużo, że można się zgubić. całe trzy.)

Wkrótce możemy rozpoczynać boarding. Wszystko wygląda standardowo, jakby był to jeden z kolejnych lotów. Sprawdzenie kart pokładowych i marsz do samolotu.

W środku zajmuję swoje miejsce i czekam, aż wszyscy pasażerowie wejdą na pokład i zajmą swoje. Początkowo wygląda na to, że samolot będzie pełny. Po kilku chwilach i paru zmianach przydzielonych pasażerom miejsc, okazuje się, że jednak parę foteli zostało wolnych. Niemniej samolot jest wypełniony w około 95%.

Po chwili jesteśmy już wypychani ze stanowiska i ruszamy w kierunku pasa. Deszcz nie przestaje padać. Wkrótce docieramy na pas, rozpoczynamy rozbieg i kilkadziesiąt sekund później znikamy w nisko unoszących się gęstych chmurach. Lot przebiega bez zakłóceń, czasami tylko trochę zatrzęsie. Ach, te drogi 🙂 W Londynie lądujemy 20 minut przed planowaną godziną przylotu.

 

Tak ogólnie…

Jestem wielkim fanem lotniska w Szymanach właściwie już od pierwszych informacji o pomysłach na jego zbudowanie. Śledziłem postępy prac budowlanych tak profesjonalnie relacjonowanych na profilu lotniska (za co duże gratulacje). Budowa została ukończona przed terminem, co w Polsce jest niezwykle rzadkim zjawiskiem. Od tamtej pory lotnisko prężnie się rozwija.

Trzymałem i nadal trzymam kciuki za nowe trasy i nowych przewoźników. Szczególnie często pojawiają się internetowe postulaty o uruchomienie lotów do miast skandynawskich i niemieckich. Te częściowo zostaną już wkrótce spełnione, gdy Wizzair rozpocznie zaplanowane loty do Oslo Torp. Co do kolejnych kierunków ostateczną decyzję podejmą linie lotnicze, więc trzeba czekać i trzymać kciuki.

 



 

Samo lotnisko jest przepiękne. Niesamowicie urządzone, stylowo ozdobione drewnianymi elementami. Nie jest duże, lecz wydaje się wystarczające. Wszędzie jest czysto i przyjemnie. W dzień mamy możliwość obserwowania całej płyty lotniska z tarasu widokowego. Jest to też dobre miejsce dla osób oczekujących na przylot najbliższych.

Niestety wciąż są jeszcze kwestie, które działają in minus. Wciąż ten nieszczęsny internet (a wraz z nim problemy z płatnościami). Wciąż brak bankomatu w strefie odlotów i strasznie długa kontrola bezpieczeństwa. Nie wierzę, że są to problemy nie do przeskoczenia. W dzisiejszych czasach naprawienie takich drobiazgów nie powinno być ani trudne, ani czasochłonne, ani też kosztowne. Mam nadzieję, że wkrótce sytuacja się poprawi i lotnisko osiągnie poziom idealny.

 

Szymany jak Radom

Lotnisko w Szymanach ma sens i wiem, że szybko osiągnie rentowność. Jest bardzo potrzebne w tym regionie. Każdy, kto porównuje je do lotniska w Radomiu, nie ma pojęcia o czym mówi. I już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego.

Radom jest położony w bliskich odległościach z innymi dobrze prosperującymi portami lotniczymi. Mieszkańcy tamtych regionów w ciągu około godziny mogą dotrzeć na Okęcie, w dwie godziny znajdą się na lotnisku w Modlinie oraz Lublinie, a dokładając jeszcze pół godziny mają możliwość skorzystania z bogatej siatki Katowic i Krakowa. Z kolei mieszkańcy Warmii, Mazur i Suwalszczyzny do najbliższego lotniska (Okęcia, Modlina, Kowna lub Gdańska) mieli minimum 3 godziny drogi autem. Nierzadko czas dojazdu wynosił nawet do 4-6 godzin.

Po drugie nie ukrywajmy, że jest to region kraju o prawdopodobnie jednym z największych (jeśli nie największym) odsetku osób emigrujących zarobkowo, a więc także dość często podróżujących. Znajdzie się tu też kilka ośrodków przemysłowych i ekonomicznych, które mogą nakręcić ruch biznesowy. W końcu jest to też teren ciekawy turystycznie, ponoć szczególnie wśród narodowości niemieckiej (ruch pasażerski i GA). W związku z tym nie widzę żadnego powodu do porównywania Szyman z Radomiem, poza tym, że oba są lotniskami regionalnymi i powstały w podobnym okresie.

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

4 Replies to “Krótki wywód o Szymanach i pierwszy lot do Londynu Stansted”

  1.  



     

  2. Też miałam okazję lecieć z tego lotniska i faktycznie – długa kontrola, problemy z płatnościami kartą i z bankomatem niestety znam, ale lotnisko jest stylowe, eleganckie, robi wrażenie mimo, że nie jest to kolos jak wiele lotnisk w dużych miastach. Plusem jest to, że nie trzeba przemierzać wielu kilometrów do swojego gate’a, jest całkiem cicho i ciepło. Ceny nie są jeszcze takie wysokie, stać Nas będzie na wodę i nawet obiad ;). Jako „bywalczyni” wielu miejsc (wraz z publicznymi toaletami) muszę stwierdzić, że w toalecie w Szymanach zawsze jest mega czysto, pachnie wręcz, jest sucho, a mydło ma cudowny zapach (kojarzy mi się z bananem). I zauważyłam jeszcze, że pracownicy lotniska (mimo kilku osób, które patrzą na pasażerów jak na potencjalnych terrorystów) jednak są całkiem przyjaźni, uśmiechają się, służą poradą.
    Jak już poprawią to, co szwankuje to będzie to lotnisko idealne – tak, jak napisałeś :).

    1. Paulina, miejmy nadzieję, że tak się stanie. Super, że zwróciłaś uwagę na takie szczegóły 😉 Nie ma to jak poznać kobiecy punkt widzenia.

  3. Paweł, ten post czytałam z takim zaciekawieniem, że sobie nawet nie wyobrażasz. Normalnie trzymał mnie w napięciu. 😀 Wszystko tak fajnie napisałaś, tak ciekawie. Post mnie wciągnął na maksa.
    Co do samego lotnisko, to nigdy tam nie byłam. Z tego co piszesz, warto tam się pojawić. 🙂
    Fajnie, że pojawił się tam rysiek i wizir. 😉 I że będą tam już regularnie.
    Trzymam kciuki za lotnisko oby poprawiło te parę dość ważnych punktów.
    PS Chyba już nie muszę wspominać jak zazdroszczę Ci lotu samolotem i to do Anglii. 😉

    1. Zuza, tu nie ma czego zazdrościć, tylko łapać za bilety i w drogę 😉 Dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że taka forma przypadła Ci do gustu.

Dodaj komentarz