„Nie polecę. Boję się.”

Poprzednio pisałem, za co kocham latanie. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją też osoby, które mają zupełnie inne podejście do tego.

Ponoć o fobiach się nie dyskutuje. Jedni z niewyjaśnionych przyczyn boją się zostać sami w domu (na pewno nie Kevin), innym poważnego stracha przysparza nawet najmniejszy słodki pajączek, a jeszcze inni boją się… bać (tak, nazywa się to fobofobia). Jedne fobie rodzą się w wyniku jakiegoś przykrego doświadczenia, z innymi się po prostu rodzimy. Te drugie często nie mają racjonalnego wytłumaczenia, po prostu są. Bywa też, że fobię kształcimy w sobie na podstawie tego, co usłyszymy, przeczytamy lub dowiemy się z telewizji.

Awiofobia, awiatofobia, aerodromofobia

Latania też można się bać, a przynajmniej tak sądzą niektórzy. Lecz, co ciekawe, nie istnieje lęk przed lataniem samym w sobie. Zawsze lęk ten wiąże się z konkretnym czynnikiem stresogennym, którego z kolei określa odrębna fobia.

Część osób nie wejdzie do samolotu, bo zatrzyma ich myśl o konieczności siedzenia w ciasnym fotelu, wśród wielu innych ludzi i wewnątrz ogromnej metalowej puszki. Niekomfortowy okaże się też brak jakiejkolwiek kontroli nad tym, co się dzieje. Wtedy mamy do czynienia z klaustrofobią, czyli lękiem przed tłokiem i zamkniętymi pomieszczeniami. Ta specyficzna odmiana klaustrofobii może ujawnić się nawet u osób, które wcześniej nie miały z nią problemu (np. bez problemów jeżdżą od lat windami).

Jest też pewna ilość osób bojących się tego, że zginą. Na myśl o locie samolotem widzą oczami wyobraźni sceny z kanałów informacyjnych, w których ogromnie głośnym echem odbija się każda katastrofa lotnicza z setkami ofiar. Lęk ten jest tak wielki i paraliżujący, że na nic zdaje się tłumaczenie, iż lotnictwo jest obecne niemal najbezpieczniejszą metodą transportu.

 



 

Ilu z Was wygrało miliony w totka?

Chyba każdy słyszał popularne stwierdzenie, że prędzej zostaniesz porażony przez piorun albo wygrasz w totolotka, niż zginiesz w katastrofie lotniczej. Prawda jest taka, że o wiele większe niebezpieczeństwo grozi nam w drodze na lotnisko niż podczas lotu. Potwierdzają to statystyki oraz baczniejsza obserwacja życia codziennego. Dlaczego baczniejsza? Bo wymaga od nas przezwyciężenia podświadomej ślepoty na doniesienia o wypadkach samochodowych. Słyszymy tak wiele informacji o kolizjach i karambolach, że nauczyliśmy się nie zwracać na nie większej uwagi. Zaznaczmy też, że jest mnóstwo zdarzeń na drogach, o których nie wiemy. Codziennie na drogach świata ginie więcej ludzi, niż zginęło w wypadkach lotniczych od czasów Ikara.

W dodatku wysoko nad ziemią czuwa nad nami w każdej chwili sztab wysoce wyszkolonych ludzi. Od pilotów w kokpicie, przez personel pokładowy dbający o nasze bieżące bezpieczeństwo, aż po kontrolę naziemną i techników czuwających nad prawidłowym stanem samolotu. Pokażcie mi samochód, którym jadąc będę otoczony większą opieką. A to nie koniec! Lot samolotem jest w dużej mierze powierzony pod opiekę komputerowi. Ten z kolei ma to do siebie, że myli się o wiele rzadziej niż człowiek. Każdy pokonany kilometr (a w zasadzie mila) w powietrzu jest monitorowana przez szereg systemów mających za zadanie uniknięcie różnego rodzaju usterek, błędów, czy kolizji. Mówi się, że gdyby sterowanie samochodami oddać komputerom, wypadki zdarzałyby się tylko tam, gdzie w drogę komputerowi wszedłby człowiek. I tak zapewne będzie. Właśnie – BĘDZIE! Komputerowe systemy dopiero wchodzą pod samochodowe karoserie i póki co umieją jedynie parkować i ostrzegać nas o kilku średnio istotnych błędach (jak niekontrolowana zmiana pasa). W samochodzie jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę kierowcy. Jego umiejętności, spostrzegawczość i przestrzeganie przepisów. A z tym bywa różnie.

Na zakończenie

Tym wpisem nie chcę nikogo zmuszać do latania. Lęk czasami bywa tak silny, że nie da się go przezwyciężyć w żaden sposób. Jednak apeluję, aby przeciwnicy latania nie szerzyli czarnego pi-aru lotnictwu rozpowszechniając nieprawdziwe informacje. Z kolei do doniesień medialnych podchodźcie z pewną rezerwą. W tej chwili na niebie jest ponad 10,5 tyś. samolotów (dane z flightradar). Ile z nich ulega poważnej awarii i jak często? Odpowiedzcie sobie sami.

PS: Na pocieszenie można jeszcze dodać, że gdybyście jednak mieli okazję uczestniczyć w katastrofie lotniczej, to przynajmniej wasza śmierć będzie szybka i bezbolesna. Taki czarny humor.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz